Akcje
Uwolnienie Jana Narożniaka PDF Drukuj Email
Środa, 01 Kwiecień 2009 09:24


26 czerwca 1982r na pl. Wlisona (wówczas - pl. Komuny Paryskiej) patrol MO zatrzymał do kontroli dokumentów Jana Narożniaka,
ukrywającego się działacza "Solidarności", po okazaniu dowodu milicjanci zapytali dlaczego brak wpisu o zatrudnieniu, J. Narożniak
wyjaśnił iż w obawie przed internowaniem się ukrywa. Oferował pewną kwotę za puszczenie ale gdy okazało się, że mało rzucił się do
ucieczki. Milicjanci zaczęli strzelać, kapral Bydłoń trafił J. Narożniaka w prawą dłoń i biodro, został przewieziony do Szpitala Akademii
Medycznej przy ul. Banacha gdzie przeprowadzono operację biodra i amputację małego palca u prawej ręki. SB stwierdziło, że z tymi
obrażeniami może przebywać w szpitalu więziennym i chcieli go przewieźć na Rakowiecką.
Nie zgadzał z tym się dr Jerzy Siwiec członek szpitalnej "Solidarności" dlatego wymyślił sposób na uwolnienie J. Narożniaka ze szpitala.
J. Siwiec nawiązał kontakt ze Zbigniewem Romaszewskim sugerując uwolnienie J. Narożniaka. Z. Romaszewski zorganizował
spotkanie na które przybył powiadomiony przez łączniczkę - Danutę Jadczak - Jerzy Bogumił. Dr J. Siwiec, który przedstawił plan
uwolnienia poinformował nas o sytuacji w szpitalu i działaniach prewencyjnych MO i SB. Wyraziłem zgodę na przeprowadzenie akcji
uwolnienia. Zaproponowałem Adamowi Borowskiemu udział w akcji, zgodził się i podziękował za propozycję. Spotkaliśmy się
z dr J. Siwcem, ustaliliśmy termin spotkania na terenie szpitala w celu zapoznania się z terenem  i zwyczajami personelu. Dr J. Siwiec
pokazał nam trasę, którą będzie się przemieszczał zwieziony na operację J. Narożniak oraz naszą drogę z nim po operacji. Dostałem
adres lokalu przygotowanego do przyjęcia J. Narożniaka pod który mieliśmy go przywieźć . Było to mieszkanie Małgorzaty Jastrzębskiej
na ul. Staffa, pokazałem się, ustaliliśmy dalszy kontakt, sposób transportu z samochodu i wniesienia do mieszkania.
Musieliśmy dysponować transportem typu "bus" i tu A. Borowski powiedział, że dysponuje samochodem ze swojego byłego zakładu pracy
"Nysą" pogotowia sygnalizacyjnego - oznakowaną profesjonalnie do pracy na mieście, nie wzbudzającą podejrzeń swoim wyglądem -
idealną na nasze potrzeby. Pokazałem kierowcy "Nysy" - Mirosławowi Radzikowskimu gdzie po akcji ma przywieźć rannego. Czekałem na
sygnał kiedy J. Narożniak będzie zwieziony na blok operacyjny w celu zmiany opatrunku. Po otrzymaniu sygnału powiadomiłem
A. Borowskiego, że 7 czerwca mamy "imprezę". Przyjechaliśmy do szpitala osobno, spotkaliśmy się przed szpitalem, poszliśmy pod
rejestrację, usiedliśmy "na niby" w kolejce i czekaliśmy aż zwiozą J. Narożniaka na blok operacyjny. Po ok. godzinie z windy wyłoniło
się łóżko z obstawą cywila i dwóch uzbrojonych milicjantów - domyśliliśmy się, że to J. Narożniak.
Odczekaliśmy jeszcze jakiś czas, widzieliśmy jak cywil rozstawił przy wejściach na blok operacyjny uzbrojonych wartowników i poszedł
sobie spokojnie do kawiarni. Zdecydowaliśmy, że już dosyć czasu wytraciliśmy (J. Narożniak zanim trafi na salę operacyjną musi przejść
rutynową procedurę przygotowawczą - to trwa)
idziemy na blok operacyjny. Idę pierwszy, Adam za mną, dochodzimy do stojącego
wartownika przed wejściem na blok, wartownik pyta się dokąd?, ja wskazując na drzwi do śluzy mówię "TU" i przechodzę obok niego
"olewając go", Adam za mną. Jemu kazali pilnować wejścia na blok operacyjny, nie wiedział, że na bloku operacyjnym trzeba się po wejściu
przez śluzę przebrać, nie wiedział wcale o śluzie. Po przejściu przez śluzę do szatni nałożyliśmy na siebie zielone dwuczęściowe ubrania
obowiązujące na bloku operacyjnym, maski i poszliśmy zobaczyć co z J. Narożniakiem. Był jeszcze na sali przedoperacyjnej. A. Borowski
wrócił do szatni i czekał, ja chodziłem po bloku obserwując Janka i zabiegi pielęgniarek przy nim. Widziałem jak wzięli Janka na salę
operacyjną, żeby zmienić mu opatrunki, widziałem jak to robią, spytałem dr J. Siwca czy można go zabrać, skinął głową, że tak. Widziałem
jak Janka zabierali z sali operacyjnej i przewieźli go do sali pooperacyjnej. Zobaczyłem (i zapamiętałem ,żeby nie wziąć kogoś innego)
gdzie Janka postawili i poszedłem po Adama. Weszliśmy do sali pooperacyjnej zabraliśmy łóżko z J. Narożniakiem i pojechaliśmy do
sali przygotowawczej. Tu musieliśmy przełożyć Janka z łóżka na wózek. Jeszcze nie zdążyliśmy go ruszyć a ktoś otworzył drzwi do salki
i patrzył na nas, odwróciłem się podszedłem do drzwi, powiedziałem przepraszam i zamknąłem  je, -  żadnej reakcji. Przełożyliśmy Janka
na wózek, przykryliśmy prześcieradłem, opuściliśmy salkę i pojechaliśmy w kierunku windy, musieliśmy przejechać przez przejście przez
blok i tu mógł nas zauważyć milicjant, ale nie patrzył w naszą stronę. Wjechaliśmy do windy, zmieniliśmy zielone ubrania na inne,
ja miałem fartuch. W windzie przykryliśmy Janka całego prześcieradłem, żeby wygłądało, że wieziemy trupa. Z windy pojechaliśmy w stronę
"zwierzęciarni" długim ponad 500m korytarzem, w połowie drogi A. Borowski dał znać M. Radzikowskiemu, żeby podjechał pod drzwi przy
"zwierzęciarni". W tunelu było wejście do pralni, z którego wyszły dwie pielęgniarki w  "drewniakach" i szły w tą samą stronę co my, pogłos
stuku drewniaków niósł się po całym tunelu z takim natężeniem , że nie wiedzieliśmy w jakiej odległości są za nami. Przyspieszaliśmy,
drzwi były około 30m za zakrętem, musieliśmy wyrobić sobie przewagę nad nimi, żeby nie zobaczyły jak przekładamy Janka z wózka do
"Nysy" -  "kradniemy trupa" -  mogły podnieść raban. Przełożyliśmy J. Narożniaka, wsiedliśmy do Nysy, rozebraliśmy się i Adam mówi,
że ma samochód na parkingu.
Była to samowola Adama, miał zakaz informowania kogokolwiek o akcji, powiadomił mnie o tym w ostatniej chwili. Podjąłem decyzję,
że może się przydać, w przypadku kontroli czy pościgu zablokujemy lub staranujemy goniących. Mirek zatrzymał się naprzeciwko wejścia
do szpitala gdzie stał radiowóz i grupa uzbrojonych policjantów, wysiedliśmy. Wsiedlismy do samochodu osobowego, którym kierował
Kazimierz Hintz. Powiedziałem, że Mirek jedzie pierwszy - my za nim.
Po przyjechaniu na Staffa "Nysa" zatrzymała się. Ja z Adamem wysiedliśmy, Hintz odjechał, Adam poszedł do "Nysy" a ja poszedłem
do lokalu. W lokalu czekała już dr Ewa Kunicka, która jak mnie zobaczyła rzuciła mi się na szyję - aż się wystraszyłem, że coś się stało
- ale ona zrobiła to z radości, żę się udało i Małgorzata Jastrzębska właścicielka mieszkania. Małgosia otworzyła drzwi na balkon
ze schodami do ziemi, otworzyła bramę do ogródka od strony ul. Staffa. Okręciliśmy kocem w "Nysie" Janka, wzieliśmy go na ręce
i zanieśliśmy do domu. Nikt z ludzi przechodzących nie zareagował na to, że z niesionego przez nas "koca" wystawały ręce i nogi.
Po położeniu J. Narożniaka na przygotowanym łóżku opuściliśmy mieszkanie.
Małgosia Jastrzębska skromna, subtelna, delikatna i miła osoba pokazała jaką potrafi być twardą i oddaną sprawie udostępniając
swoje mieszkanie na czas długiej rekonwalescencji J. Narożniakowi. Chwała jej za to!
W szpitalu SB dopiero po dwóch godzinach zorjentowala się, że pilnowany pacjent zaginął, zaczęto natychmiastowe przeszukiwanie
szpitala, szukali pod łóżkami i w szafkach lekarskich, przeszukano także okolicę szpitala i parkingu, nawet korony drzew sprawdzali.
Zaczęły się natychmiastowe przesłuchania i aresztowania personelu szpitalnego. Dr Andrzej Sankowski został aresztowany
i przewieziony do Pałacu Mostowskich, tam był przesłuchiwany dniem i nocą. A. Sankowski wykonał operację ręki J. Narożniaka i byli
pewni, że miał udział w jego uwolnieniu. Dr Jerzy Siwiec został po jakimś czasie aresztowany i przewieziony do Aresztu Śledczego
na ul. Rakowiecką, zwolniony z aresztu ze względu na zły stan zdrowia prawie tym samym czasie co dr A. Sankowski.
                                                                      

                                                                                                                                      Relacja Jerzego Bogumiła - kierującego akcją.

 

                   Dnia 5 czerwca 2009r Prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył i wręczył wysokie odznaczenia
     za całokształt działalności opozycyjnej niżej przedstawionym osobom:
 

 

   

 

     Dr  Jerzy Siwiec  odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

 

   

 

   Dr  Ewa Kunicka odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski

 

   

 

 Dr  Małgorzata Jastrzębska - Czubak odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski

 

  

    

                   Prezydent RP Lech Kaczyński - Małgorzata Jastrzębska-Czubak - Ewa Kunicka - Jerzy Bogumił

 
ULOTKA "MIESZKAŃCY WARSZAWY". PDF Drukuj Email
Wpisany przez jorek   
Poniedziałek, 30 Marzec 2009 16:47

ULOTKA  -  "MIESZKAŃCY  WARSZAWY".

Dla uczczenia wydarzeń czerwcowych w Poznaniu w 1956 roku wydrukował ulotkę redakcji Marka Rapackiego o następującej treści: MIESZKAŃCY  WARSZAWY !

26 lat temu, 28 czerwca 1956 roku w Poznaniu władza Ludowa po raz pierwszy strzelała do robotników.
Na ulice wyszedł wielotysięczny tłum doprowadzony do ostateczności warunkami życia w państwie policyjnym, terrorem, sowietyzacją, niewolniczą pracą i nędzą. Walki trwały dwa dni.  Policja zabiła  kilkudziesięciu ludzi.
Od tej pory co jakiś czas ludzie buntują się, żądają ludzkich warunków pracy i przyzwoitej zapłaty, prawo decydowania o sobie, poszanowania człowieka.     Władza tłumi bunty mniej lub bardziej brutalnie, następuje koleina "odnowa" i po jakimś czasie wszystko powtarza się znowu.
Nawet oskarżanie robotniczych przywódców o udział we wrogim Polsce, imperialistycznym spisku zaczęło się wtedy w Poznaniu.

Dzsiaj, w czasie kolejnej "odnowy", wiemy już, że władza po dobremu nic nie da, wiemy też, że chociaż boimy się władzy, jej wojska i milicji, jeszcze bardziej władza  boi  się własnego narodu. Po każdym naszym buncie władza musiała iść na ustępstwa. Kiedyś będzie musiała  ustąpić   na zawsze.
Przygotujemy się do strajku generalnego.  SOLIDARNOŚĆ  ZWYCIĘŻY.

                                                                                          MIĘDZYZAKŁADOWY ROBOTNICZY KOMITET "SOLIDARNOŚCI" 

 

Ulotki wydrukowano w mieszkaniu Wojciecha Borkowskiego.
Drukowali: Elżbieta Stobbe, Wojciech Borkowski  i Adam Borowski.
Adam Borowski dostarczył ulotki grupie studentów.
W dniu 28 czerwca 1982r grupa studentów rozrzuciła ulotki:  na ul. Marszałkowskiej na przeciw kina "Polonia",
                                                                                    na ul. Marszałkowskiej róg ul. Hożej,                                                                                                                                                                           na ul. Marszałkowskiej na przeciw kina "Luna",                                                                                                                                                             na ul. Puławskiej w okolicach kina "Moskwa".

Zmieniony: Środa, 01 Kwiecień 2009 17:49