Bo ta nafta... PDF Drukuj Email
Wpisany przez jorek   
Wtorek, 15 Grudzień 2009 19:07

                                                   Bo ta nafta nie jest moja
                                                                              
                      W roku 1975 Jan Kelus napisał piosenkę o Jacku Staszelisie, przyjacielu, który szedł do ludowego wojska. Wielu z nas,
                      a zwłaszcza ci w wieku poborowym, szczególnie upodobało sobie zwrotkę:
 

                           Boże pozwól bym potrafił 
                           Gdy ojczyzna mnie zawoła 
                           Zamiast piersi wypiąć dupę 
                           Bo ta nafta nie jest moja
 

Słowa te, melodia, przypomniały mi się przed kilkoma miesiącami, dokładnie 17 września 2009 roku, w dniu, w którym prezydent USA
ogłosił decyzję o rezygnacji z budowy tarczy w Polsce. Tak to, akurat w dzień obchodzonej u nas uroczyście 70 rocznicy napadu Sowietów,
dowiedzieliśmy się, iż dla USA ważniejsza jest bezkrytyczna współpraca z Moskwą od relacji z sojusznikami. Tego samego dnia serwisy
informacyjne doniosły o polskiej, kolejnej śmiertelnej ofierze w Afganistanie. Wojnie prowadzonej przez Amerykanów... I wtedy właśnie
powrócił do mnie Kelus. Tak, ta nafta nie jest moja. Coraz bardziej nie jest moja!
 

W tym momencie bardziej zrozumiały stał mi się nastrój panujący w roku 1945 w polskim wojsku po ogłoszeniu zdrady jałtańskiej.
Np. w II Korpusie walczącym na froncie włoskim. Zrozumiałem ówczesną wściekłość o. Innocentego Bocheńskiego, wzywającego
generała Andersa do natychmiastowego wycofania polskich żołnierzy z linii frontu; każda następna polska ofiara ojczyźnie nie była już
potrzebna. Bocheński nie był osamotniony w swych oczekiwaniach, miał za sobą wielu oficerów. Podobnie zareagowali polscy lotnicy
w RAF, przypadki odmowy lotów nie należały do rzadkości. Niestety, było to wołaniem na puszczy.
 

Minęło kilkadziesiąt lat i historia się powtarza. Kolejna zdrada ze strony tego samego alianta (?).
 

17 września 2009 roku wspomniałem nie tylko filozofa, logika o. Bocheńskiego czy balladzistę Jana Krzysztofa Kelusa. Przypomniałem
sobie też Tadeusza Wyrwę, postać mało co zaistniałą w naszej świadomości społecznej, historycznej. A szkoda, zważywszy, iż był bodaj
pierwszym Polakiem potrafiącym zdecydowanie, konsekwentnie, bez oglądania się na skutki, odmówić, by nie stać się mięsem armatnim.
 

O Polaku, który odmówił Ameryce
 

W 1950 roku Tadeusz Wyrwa odmówił przyjęcia karty poborowego. USA akurat wchodziły w wojnę koreańską. Najpełniejsze uzasadnienie
swej decyzji Wyrwa zamieścił w emigracyjnym tygodniku londyńskim „Orzeł Biały” (25 sierpnia 1950 r.).
 

„Jestem obywatelem polskim i chcę nim pozostać. Stanąłem do walki z najeźdźcą niemieckim, mając lat 15 i przez cały czas okupacji
niemieckiej walczyłem w armii podziemnej aż do chwili aresztowania mnie wraz z ojcem przez UB. Po ucieczce z więzienia przedostałem
się do Niemiec zachodnich. Moja sześcioletnia przeszłość bojowa (jestem odznaczony Krzyżem Walecznych) stwierdza, że nie lęk przed
walką z bronią w ręku kazał mi odmówić wstąpienia do armii amerykańskiej, lecz względy polityczne.
 

Polska pierwsza przeciwstawiła się zbrojnie zaborczości niemieckiej w 1939 r. – tak jak pierwsza – i to zwycięsko, przeciwstawiła się
w latach 1919–20 zaborczości rosyjskiej (...). Polska poniosła największe ze wszystkich narodów straty w ludziach, bo na 36 mln ludności
straciła 6 mln. To znaczy, że co szósty obywatel złożył swoje życie”.
 

Wyrwa pyta: Co w zamian za to spotkało Polskę? (...) Państwa alianckie godziły się na zagładę Polski, a wraz z nią pozostałych ludów
Europy środkowej w ogólnej ilości 125 mln, ażeby tylko w zamian za to Rosja wyrzekła się dalszej agresji (...). Jakąż mamy gwarancję,
że wojna w Korei rozwinie się w wojnę powszechną przeciwko zaborczości sowieckiej, w wojnę, która przyniesie wolność Europie
środkowej i uwolni świat cały od koszmaru wiszącego nad nim – jak miecz Damoklesa – komunizmu?
 

Trafnie przewidywał, wojna koreańska Europie, Polsce nic nie dała. Żądał minimum:
 

„Niech cofną uznanie prosowieckiemu rządowi w Warszawie, a przywrócą uznanie legalnemu rządowi polskiemu w Londynie i wtedy
nie tylko ja, ale bardzo wielu Polaków, a także przedstawicieli innych narodów Europy środkowej zgłosi się dobrowolnie do walki
przeciwko Rosji pod swoimi własnymi sztandarami i pod rozkazami swoich rodzimych, legalnych rządów”.
 

Casus Wyrwa
 

Odmowa Wyrwy stała się głośna nie tylko w środowisku polskojęzycznym, argumenty postawione przez żołnierza AK szeroko były
omawiane również i w amerykańskiej prasie. Wiele było głosów przeciwnych Wyrwie, wiele przecież było i tych dołączających się do
jego słów. Kongres – chcąc zapobiec epidemii podobnych odmów – uchwalił poprawkę mówiącą o obowiązku służby wojskowej dla
wszystkich mężczyzn zamieszkałych w USA, w tym także nowych imigrantów. W efekcie tej poprawki, jak informował w marcu 1952 r.
„Orzeł Biały”, Wyrwa, w dalszym ciągu odmawiający stawienia się do poboru, został aresztowany.
 

Wiadomość ta nie odpowiadała prawdzie. Władze amerykańskie zdecydowały się zakończyć „casus Wyrwa”. Sąd w Chicago uznał
czas spędzony przez Wyrwę w szeregach AK za czas odbytej służby wojskowej. Sprawa została umorzona. Amerykanie nie chcieli robić
z Polaka męczennika, dość także mieli szumu medialnego wokół tej sprawy. I, jak widać, faktycznie o przypadku Wyrwy dziś dowiedzieć
się można głównie przypadkowo. 
 

Naukowiec
 

Natomiast o samym Tadeuszu Wyrwie i owszem wiedzy nie brakuje; wiele osiągnął jako naukowiec. I chyba nie będzie dużej przesady,
gdy się stwierdzi, iż swą pozycję osiągnął – także! – dzięki swej postawie w roku 1950. To ona spowodowała, iż w roku 1952, wraz z
ojcem, opuszczają „gościnny” kraj i wracają do Europy, do Hiszpanii. Kraj rządzony przez Franco był ostatnim państwem uznającym rząd
londyński za jedynego reprezentanta Polski, tak więc ich wybór jest dość oczywisty. Młodszy Wyrwa kończy Uniwersytet Madrycki, tam robi
swój pierwszy doktorat. W sumie obroni cztery takie prace. W tym na Sorbonie w dziedzinie nauk społecznych. Od roku 1964 związany jest
z prestiżowym Centre National de la Recherche Scientifique w Paryżu. Był współpracownikiem „Kultury” paryskiej, „Zeszytów Historycznych”.
Współpracował z Radiem Wolna Europa. Wydał trzynaście książek, po francusku, także i po polsku. Od lat 90. licznie publikuje w kraju.
 

Kompromitacja pożądana

Nieobcy był też peerelowi, jej „organa” zainteresowały się nim w roku 1974, gdy „Kultura” paryska ogłosiła konkurs imienia Józefa Wyrwy.
Inicjatorem był Tadeusz, honorujący w ten sposób pamięć niedawno zmarłego ojca (1970 rok). Konkurs dotyczył tematyki partyzanckiej
lat 40., ze szczególnym wyróżnieniem działań antykomunistycznych. Bardzo to się nie spodobało Warszawie, postanowiono podjąć
przeciwko tej inicjatywie „zdecydowane działania” (jak lubili zapewniać w swych papierach funkcjonariusze).
 Planowano: „Pożądanym i celowym [byłoby] wykorzystanie materiałów obciążających Wyrwę dla kompromitacji inicjatora konkursu –
Wydawnictwa Literackiego «Kultury» przy okazji zakończenia konkursu, rozpisanego przez to wydawnictwo” (IPN BU 01263/340).
 

Zbierane są informacje o Tadeuszu:
 

„Pochodzi z rodziny inteligenckiej. Ojciec Józef do 1939 r. pracował jako nauczyciel. W okresie okupacji Józef Wyrwa ps. «Stary»,
«Groźny» był dowódcą zgrupowania NSZ «Las II» działającego w pow. koneckim. 12.01.1944 r. oddział Józefa Wyrwy dokonał pacyfikacji
wsi Pardołów, mordując 11 członków Armii Ludowej, a w kwietniu 1944 – 25 członków PPR i AL w miejscowości Łyse-Wody pow.
Ostrowiec. W skład oddziału wchodził również Tadeusz Wyrwa, występując pod ps. «Orlątko». Po wyzwoleniu Tadeusz i Józef Wyrwowie
zostali aresztowani przez władze bezpieczeństwa; Tadeusz Wyrwa przez WUBP w Łodzi, Józef Wyrwa przez b. WUBP Kielce. Udało im
się jednak zbiec z więzienia i do roku 1947 ukrywali się – początkowo w Krakowie, a następnie na Ziemiach Zachodnich. W roku 1947
przedostali się do NRF, a stamtąd do USA”.
 

W latach 70. zabijanie przez partyzantów agentów Moskwy nie mogło już być wykorzystywane jako materiał kompromitujący.
Resort rezygnuje z akcji. 
 

Jak widać nawet po tych skromnych notatkach esbeckich, nie było przypadkiem, iż pierwszym Polakiem usiłującym przywrócić ład,
proporcje w relacjach z USA był właśnie Tadeusz Wyrwa. Pewne jest i to, iż na długo przed Kelusem zanucił „bo ta nafta nie jest moja”.
 

Różni ich adresat, łączy odwaga.
 

Nie tylko wobec policji. Także wobec swoich współczesnych.

Grzegorz Eberhardt 

 
Komentarze (3) Komenatrze zostały zamknięte
bo ta nafta
3 Sobota, 19 Grudzień 2009 10:18
gambo
Merkel namawiała Busha go usilnie aby nie jechał na Hel do prezydenta Kaczyńskiego, zrezygnował z tarczy , tylko myślał o szczycie G-8, który rozpoczynał się zaraz po wizycie na Helu. Media na świecie o tym pisały, "polskie" oczywiście nie. Jeszcze inni zabawiają się z putaną nad Sekwaną, mimo, że tyle razy dowiodła swojej niewierności, od jednych odwracając się dupą, a innym jej nadstawiając. Nasze elyty polityczne zawsze służą komuś tylko nie Najjaśniejszej. Wyrwa był patriotą i miał "nabiał" a to już u polskich polityków cechy będące w zapomnieniu. "Tym panom już dziękujemy", ktoś napisał i to jest hasło które może Polsce przynieść ratunek.
bo ta nafta
2 Sobota, 19 Grudzień 2009 10:16
gambo
. O negocjacjach w sprawie tarczy nie wspomnę. Wiadomo było, że po dojściu PO do władzy "uwalą " temat, wiadomo było, że nad Potomakiem wygrają czerwono-czarni (czytaj komuchy) i na pewno spieprzą temat. Nie trzeba być Nostradamusem żeby o tym wiedzieć. Na co czekał dzielny Pis. Negocjował tak jak dekomunizował Polskę, zatrudniając czerwonych albo ich dzieci na kluczowych stanowiskach. Co innego w gębie, co innego w działaniu. Prawda jest taka w Polsce zbyt słabe były siły które naprawdę chciały tarczy, za to ci co reprezentują interesy Moskwy dziwnym trafem zawsze przeforsują swoje Kto by nie rządził, nawet wtedy jak arcypolska, jedyna , niezłomna itd. partia miała władzę- dziwne prawda. Inni wolą Heldze rzucić się w ramiona, mimo, że ona robiła wszystko jeszcze za rządów Jurka Busha, aby nie było tarczy w Polsce.
bo ta nafta
1 Sobota, 19 Grudzień 2009 10:13
gambo
Oczywiście to wszystko prawda, tylko jedna uwaga, taka już ich amerykańsko-semicka cecha, wszystko od nich trzeba "wyrwać" i wytargować. Wszyscy na świecie o tym wiedzą i nie ma co płakać, tylko dbać umiejętnie o swoje. Jak trzeba to sprytem jak trzeba bezczelnością a najlepiej opłacając urzędników administracji jankieskiej. Ci na świecie co o tym wiedzą maja bardzo dobre relacje z USA. Na pozycję Izraela w kontaktach z USA nie możemy liczyć. Jaka tego przyczyna. Wina jest po naszej stronie. Polaków jest w stanach więcej jak hebrajczyków a wpływy jakieś takie mizerne.