|
Bo ta nafta
nie jest moja
W roku 1975 Jan Kelus napisał piosenkę o Jacku Staszelisie, przyjacielu, który
szedł do ludowego wojska. Wielu z nas,
a zwłaszcza ci w wieku poborowym,
szczególnie upodobało sobie zwrotkę:
Boże pozwól bym potrafił
Gdy ojczyzna mnie zawoła
Zamiast piersi wypiąć dupę
Bo ta nafta nie jest moja
Słowa te, melodia, przypomniały mi się przed kilkoma
miesiącami, dokładnie 17 września 2009 roku, w dniu, w którym prezydent USA
ogłosił decyzję o rezygnacji z budowy tarczy w Polsce. Tak to, akurat w dzień
obchodzonej u nas uroczyście 70 rocznicy napadu Sowietów,
dowiedzieliśmy się,
iż dla USA ważniejsza jest bezkrytyczna współpraca z Moskwą od relacji z
sojusznikami. Tego samego dnia serwisy
informacyjne doniosły o polskiej,
kolejnej śmiertelnej ofierze w Afganistanie. Wojnie prowadzonej przez
Amerykanów... I wtedy właśnie
powrócił do mnie Kelus. Tak, ta nafta nie jest
moja. Coraz bardziej nie jest moja!
W tym momencie bardziej zrozumiały stał mi się nastrój
panujący w roku 1945 w polskim wojsku po ogłoszeniu zdrady jałtańskiej.
Np. w
II Korpusie walczącym na froncie włoskim. Zrozumiałem ówczesną wściekłość o.
Innocentego Bocheńskiego, wzywającego
generała Andersa do natychmiastowego
wycofania polskich żołnierzy z linii frontu; każda następna polska ofiara
ojczyźnie nie była już
potrzebna. Bocheński nie był osamotniony w swych
oczekiwaniach, miał za sobą wielu oficerów. Podobnie zareagowali polscy lotnicy
w RAF, przypadki odmowy lotów nie należały do rzadkości. Niestety, było to
wołaniem na puszczy.
Minęło kilkadziesiąt lat i historia się powtarza. Kolejna
zdrada ze strony tego samego alianta (?).
17 września 2009 roku
wspomniałem nie tylko filozofa, logika o. Bocheńskiego czy balladzistę Jana
Krzysztofa Kelusa. Przypomniałem
sobie też Tadeusza Wyrwę, postać mało co
zaistniałą w naszej świadomości społecznej, historycznej. A szkoda, zważywszy,
iż był bodaj
pierwszym Polakiem potrafiącym zdecydowanie, konsekwentnie, bez
oglądania się na skutki, odmówić, by nie stać się mięsem armatnim.
O Polaku, który odmówił Ameryce
W 1950 roku Tadeusz Wyrwa odmówił przyjęcia karty
poborowego. USA akurat wchodziły w wojnę koreańską. Najpełniejsze uzasadnienie
swej decyzji Wyrwa zamieścił w emigracyjnym tygodniku londyńskim „Orzeł Biały”
(25 sierpnia 1950 r.).
„Jestem obywatelem polskim i chcę nim pozostać. Stanąłem do
walki z najeźdźcą niemieckim, mając lat 15 i przez cały czas okupacji
niemieckiej walczyłem w armii podziemnej aż do chwili aresztowania mnie wraz z
ojcem przez UB. Po ucieczce z więzienia przedostałem
się do Niemiec zachodnich.
Moja sześcioletnia przeszłość bojowa (jestem odznaczony Krzyżem Walecznych)
stwierdza, że nie lęk przed
walką z bronią w ręku kazał mi odmówić wstąpienia
do armii amerykańskiej, lecz względy polityczne.
Polska pierwsza przeciwstawiła się zbrojnie zaborczości
niemieckiej w 1939 r. – tak jak pierwsza – i to zwycięsko, przeciwstawiła się
w
latach 1919–20 zaborczości rosyjskiej (...). Polska poniosła największe ze
wszystkich narodów straty w ludziach, bo na 36 mln ludności
straciła 6 mln. To
znaczy, że co szósty obywatel złożył swoje życie”.
Wyrwa pyta: Co w zamian za to spotkało Polskę? (...) Państwa
alianckie godziły się na zagładę Polski, a wraz z nią pozostałych ludów
Europy
środkowej w ogólnej ilości 125 mln, ażeby tylko w zamian za to Rosja wyrzekła
się dalszej agresji (...). Jakąż mamy gwarancję,
że wojna w Korei rozwinie się
w wojnę powszechną przeciwko zaborczości sowieckiej, w wojnę, która przyniesie
wolność Europie
środkowej i uwolni świat cały od koszmaru wiszącego nad nim –
jak miecz Damoklesa – komunizmu?
Trafnie przewidywał, wojna koreańska Europie, Polsce nic nie
dała. Żądał minimum:
„Niech cofną uznanie
prosowieckiemu rządowi w Warszawie, a przywrócą uznanie legalnemu rządowi
polskiemu w Londynie i wtedy
nie tylko ja, ale bardzo wielu Polaków, a także
przedstawicieli innych narodów Europy środkowej zgłosi się dobrowolnie do walki
przeciwko Rosji pod swoimi własnymi sztandarami i pod rozkazami swoich
rodzimych, legalnych rządów”.
Casus Wyrwa
Odmowa Wyrwy stała się głośna nie tylko w środowisku
polskojęzycznym, argumenty postawione przez żołnierza AK szeroko były
omawiane
również i w amerykańskiej prasie. Wiele było głosów przeciwnych Wyrwie, wiele
przecież było i tych dołączających się do
jego słów. Kongres – chcąc zapobiec
epidemii podobnych odmów – uchwalił poprawkę mówiącą o obowiązku służby
wojskowej dla
wszystkich mężczyzn zamieszkałych w USA, w tym także nowych
imigrantów. W efekcie tej poprawki, jak informował w marcu 1952 r.
„Orzeł
Biały”, Wyrwa, w dalszym ciągu odmawiający stawienia się do poboru, został
aresztowany.
Wiadomość ta nie odpowiadała prawdzie. Władze amerykańskie
zdecydowały się zakończyć „casus Wyrwa”. Sąd w Chicago uznał
czas spędzony
przez Wyrwę w szeregach AK za czas odbytej służby wojskowej. Sprawa została
umorzona. Amerykanie nie chcieli robić
z Polaka męczennika, dość także mieli
szumu medialnego wokół tej sprawy. I, jak widać, faktycznie o przypadku Wyrwy
dziś dowiedzieć
się można głównie przypadkowo.
Naukowiec
Natomiast o samym Tadeuszu Wyrwie i owszem wiedzy nie
brakuje; wiele osiągnął jako naukowiec. I chyba nie będzie dużej przesady,
gdy
się stwierdzi, iż swą pozycję osiągnął – także! – dzięki swej postawie w roku
1950. To ona spowodowała, iż w roku 1952, wraz z
ojcem, opuszczają „gościnny”
kraj i wracają do Europy, do Hiszpanii. Kraj rządzony przez Franco był ostatnim
państwem uznającym rząd
londyński za jedynego reprezentanta Polski, tak więc
ich wybór jest dość oczywisty. Młodszy Wyrwa kończy Uniwersytet Madrycki, tam
robi
swój pierwszy doktorat. W sumie obroni cztery takie prace. W tym na
Sorbonie w dziedzinie nauk społecznych. Od roku 1964 związany jest
z
prestiżowym Centre National de la Recherche Scientifique w Paryżu. Był współpracownikiem
„Kultury” paryskiej, „Zeszytów Historycznych”.
Współpracował z Radiem Wolna
Europa. Wydał trzynaście książek, po francusku, także i po polsku. Od lat 90.
licznie publikuje w kraju.
Kompromitacja pożądana
Nieobcy był też peerelowi, jej „organa” zainteresowały się nim w roku 1974, gdy
„Kultura” paryska ogłosiła konkurs imienia Józefa Wyrwy.
Inicjatorem był
Tadeusz, honorujący w ten sposób pamięć niedawno zmarłego ojca (1970 rok).
Konkurs dotyczył tematyki partyzanckiej
lat 40., ze szczególnym wyróżnieniem
działań antykomunistycznych. Bardzo to się nie spodobało Warszawie,
postanowiono podjąć
przeciwko tej inicjatywie „zdecydowane działania” (jak
lubili zapewniać w swych papierach funkcjonariusze).
Planowano: „Pożądanym i celowym [byłoby] wykorzystanie materiałów
obciążających Wyrwę dla kompromitacji inicjatora konkursu –
Wydawnictwa
Literackiego «Kultury» przy okazji zakończenia konkursu, rozpisanego przez to
wydawnictwo” (IPN BU 01263/340).
Zbierane są informacje o Tadeuszu:
„Pochodzi z rodziny inteligenckiej. Ojciec Józef do 1939 r.
pracował jako nauczyciel. W okresie okupacji Józef Wyrwa ps. «Stary»,
«Groźny»
był dowódcą zgrupowania NSZ «Las II» działającego w pow. koneckim. 12.01.1944
r. oddział Józefa Wyrwy dokonał pacyfikacji
wsi Pardołów, mordując 11 członków
Armii Ludowej, a w kwietniu 1944 – 25 członków PPR i AL w miejscowości
Łyse-Wody pow.
Ostrowiec. W skład oddziału wchodził również Tadeusz Wyrwa,
występując pod ps. «Orlątko». Po wyzwoleniu Tadeusz i Józef Wyrwowie
zostali
aresztowani przez władze bezpieczeństwa; Tadeusz Wyrwa przez WUBP w Łodzi,
Józef Wyrwa przez b. WUBP Kielce. Udało im
się jednak zbiec z więzienia i do
roku 1947 ukrywali się – początkowo w Krakowie, a następnie na Ziemiach Zachodnich.
W roku 1947
przedostali się do NRF, a stamtąd do USA”.
W latach 70. zabijanie przez partyzantów agentów Moskwy nie
mogło już być wykorzystywane jako materiał kompromitujący.
Resort rezygnuje z
akcji.
Jak widać nawet po tych skromnych notatkach esbeckich, nie
było przypadkiem, iż pierwszym Polakiem usiłującym przywrócić ład,
proporcje w
relacjach z USA był właśnie Tadeusz Wyrwa. Pewne jest i to, iż na długo przed
Kelusem zanucił „bo ta nafta nie jest moja”.
Różni ich adresat, łączy odwaga.
Nie tylko wobec policji. Także wobec swoich współczesnych.
Grzegorz Eberhardt |